Było mi jej szkoda a najbardziej ciekawiło co ten dupek jej zrobił że nie dała mi znaku życia.
-Nie mogłaś przyjść?Zadzwonić?Napisać?
-Chciałam ale zabrał mi telefon,nie kazał wyjść z domu,nie odstępował na krok!-boże ile on musiał sprawić bólu.-Gdy chciałam napić się kawy,krzyczał na mnie.J-ja nie moge od niego odejść bo zabierze mi Margi-cały czas płakała-Nie kazał abym go dotykała,nie okazywał czułości wobec mnie i chce mi się teraz oświadczyć...A ja nie chce tego...Chyba-chciałem ją tylko przytulić ale ona wtuliła się we mnie i nie puszczała.Dla otuchy głaskałem ją po plecach i pocałowałem we włosy.
-Nie płacz już,dobrze?
-Postaram się...Niall ?
-Tak?
-Trochę głupio to brzmi...
-Taaaaaaaaaa?
-Pocałujesz mnie?-Co?!?O matko może...ona jest z tym dupkiem...
-Napewno?
-Tak-przybliżyłem twarz do jej twarzy,dotknełem wargami jej pięknych ust.Nasz pocałunek był bardzo namiętny i przerwaliśmy go dopiero wtedy gdy zabrakło nam powietrza.
*Oczami Summer*
Boże to było takie...super.Nie tak jak z Harry'm...lepiej.
-Co robimy?
-Dziecko-hahaha wybychneliśmy śmiechem obydwoje a ja aż trzymałam się za brzuch bo ledwo oddychałam.Niall niestety ze śmiechu leżał na podłodze.
-Wygodnie?-zapytałam przez śmiech
-Bywało lepiej-starał się opanować śmiech
-Ty jak coś powiesz Niall..
-Głodny jestem -przerwał mi.Znowu prawie zaczełam się śmiać.
-Lubisz jajecznice z tostami?
-Hmm interesujące jest to oto danie...takie wynkwintne-udawałam poważną
-Czyż nie panno Grun...coś tam? -znowu się śmiałam.On w tym czasie upichcił to oto "wynkwitne" danie.
-Smacznego!-podał mi talerz z porcją jajecznicy i 2 tostami.
-A ty nie jesz?
-Nie będe patrzył jak ty jesz.
-Czy ty powiedziałeś że będziesz patrzył jak tyje?-podeszłam do narożnika,wziełam z niego poduszkę i uderzyłam nią Niall'a a zato on rzucił we mnie ciastkiem?Hahaha tak ciastkiem!
-Ale bolało !-zaśmiałam się
-Wiemmmmmm
-A ty na serio nie jesz?
-No skuszę sie-zgarnął z patelni reszte jajeczkicy i wyjoł 2 tosty z tostera.Po zjedzonym posiłku obejrzeliśmy któryś sezon Beauty and... No właśnie...Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam że jest 22:10
-O boże zasiedziałam się!
-Lecisz już?
-Taaaaggg
-Podwieść cię?
-Ale nie pod sam dom.Dobrze?
-Dlaczego?.
-Bo powiedziałam że ide do kolegi a nie do ciebie...
-Wporządku
Po już krótkim czasie staliśmy na posesji sąsiada mieszkającego 3 działki dalej od mojej.Szybkim krokiem doszłam do domu.Po cichu weszłam do mieszkania mając nadzieje że Harry i Mag śpią.Niestety Hazz nie spał.
-Co tak późno?
-Zasiedziałam się.
-Napewno.
-Co robiliście?
-Oglądaliśmy film
-Jaki ?
-Boże co cie to interesuje?
-Zadałem pytanie!
-Mag śpi idioto
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz!-Usłyszałam płacz Mag
-Ja idę - powiedział oschle.Poszedł do naszej sypialni.Po około 10-20 sekundach usłyszałam straszny płacz Meg i Harry'ego schodzącego po schodach.Najszybciej jak potrafiłam pobiegłam na góre.Gdy wparowałam do pokoju.Moja Meg leżała na podłodze.Podeszłam do niej wziełam na ręce,zamknełam drzwi na kluczyk.Kołysałam ją na rękach po chwili płakała już troszeczkę mniej.A po jeszcze paru minutach ucichła i zasneła.Wyjełam torbę z górnej szafki.Wepchnełam do niej pieluchy,pampersy,pare ubranek Mag,pare swoich ubrań i bieliznę.Zasunełam suwak torby.Zadzwoniłam po taksówkę;za parę minut ma się zjawić pod domem.Ubrałam bardzo grubo Mag,otuliłam ją ciepłym kocykiem,założyłam torbę na ramię,poszłam do łazienki i wyjełam z górnej półki moją kosmetyczke spakowałam ją do torby i znowu przełożyłam sobie ją przez szyję żeby mi nie spadła.Znowu poszłam do sypialni i wyjełam z szafy kurtkę i botki.Założyłam to na siebie i z torbą i Meg w kocu zeszłam na parter;bardzo cicho.
-Wybierasz się gdzieś?-Harry
-Tak.Do babci Mag-kłamałam
-Jadę z tobą.
-Nie!
-Mówiłaś coś?
-Tak ty zostajesz tu!
-Mag razem ze mną!
-Co?!?Zrobiłeś jej krzywdę!
*Harry*
Przyczepiłem jej czip żeby muc znaleść.
-Ja?!?A ty co dumna matka wychodzisz całymi dniami do chłopaka a dziecko zostawiasz ze mną!
-Ja jej nie chciałam zabić!
-Mag.Zostaje.Ze.Mną.-powiedziałem każde słowo oddzielnie
-Tak?Żebyś zrobił jej jeszcze większą
Krzywdę?!?!-coś zatrąbiło.W tym czasie Summy wybiegła z domu.Wyjrzałem przez okno.Taxi.Wsiadła do taxi.Ma szczęście.
*Summer*
Weszł do auta.
-Dokąd?
-Sweety Street
-4€
-Przepraszam mam tylko
-3,5 €
-No dobrze-wyjełam z portmonetki pieniądze i mu podałam.Po paru minitach byliśmy pod domem Niall'a.Cholera
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział 20
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz