środa, 2 lipca 2014

Rozdział 28 /29 -I co kurwa?Jest ta jebana moc!

Piosenka


To uczucie mnie zniechęciło.Co czego?Do życia,że nie chce już żyć a nawet nie potrafię.Boli,to boli.Zapominając o istniejącym świecie zalałam się łzami i myślałam w jaki najprostszy sposób się zabić.Nie chcę zostawiać samej Maggie ale muszę nie będę mogła dalej funkcjonować.Co to za świat?Nie mógł sprawić abym to ja zginęła?Niall by sobie ułożył życie.A ja?Ja nie potrafię.To za bardzo boli,zdecydowanie za bardzo boli.Muszę podjąć decyzję,co zrobić z Maggie.Bo nawet nie myślę o dalszym życiu.Łatwiej mi będzie się zabić niż dalej żyć.Czy wspomniałam że to strasznie boli?Czuję pustkę...pustkę w sercu.3 lata...zabrali mi coś do czego byłam przyzwyczajona,coś do czego mogłam powiedzieć wszystko,coś co zawsze poprawiało mi humor,coś co od 3 lat było dla mnie WSZYSTKIM?To znaczy że już nie mam nic?Tak...nie mam Maggie.Muszę coś wykombinować.Ale nie teraz,nie dzisiaj.Jutro,jutro.Ale co?Dom dziecka?Nie mogę jej tego zrobić!Moi rodzice?Nawet nie myślę o tym jakie okropne miała by życie.Kto jest jeszcze Matka - ja czyli nie     Ojciec- Niall czyli nie   Dziadkowie-Odpadają!A może rodzice Niall'a?Kochali...Kochają ją.Chyba.Dom dziecka-odpada absolutnie.Ojciec,Matka,dziadkowie...No właśnie ojciec!Harry!Tak!Jutro muszę wszystko załatwić!Ale...Niall nie żyje.Znowu zalałam się łzami,leciały grubym strumykiem po moich policzkach.Niall,jego znajomi,rodzice,rodzina,przyjaciele.Muszę do nich  zacząć wydzwaniać.Ale co ja im powiem?Że nie wiem co się stało?Od kogo się dowiem?Lekarz?Może.Podeszłam do niego,jak najszybciej.
-Cz-czy wie p-pan c-co się stało p-panu Horanowi?-zapytałam łamiącym się głosem i starałam się nie rozpłakać przy lekarzu
-A kim była pani dla niego?
-Narzeczoną...byłą narzeczoną-Nie hamując żadnych łez spojrzałam na lekarza,nie wiem jak źle wyglądam ale chyba bardzo źle czytając jego minę.
-Proszę iść do łazienki...ogarnąć się-Zrobił cudzysłów w powietrzu- i przyjść
-D-dobrze-Jak lekarz prosił tak też zrobiłam.Gdy spojrzałam w szpitalne lustro zobaczyłam wrak.Łatwo powiedzieć..minęło parę minut i jestem wrakiem a co dopiero jutro?Ale wracając do tematu...byłam cała blada,tusz razem z eyelinerem na mojej twarzy się rozmazywały,moje ręce zaczęły dygotać,miałam uczucie że zaraz zacznę wymiotować albo gorzej.Przemyłam twarz wodą,skorzystałam z toalety i wyszłam.Bez pukania -całkowicie o tym zapominając-weszłam do gabinetu lekarza.Siedział na krześle i stukał coś w komputerze.
-Prze-przepraszam
-A więc..pan Horan zginął w wypadku samochodowym,jechał o ile wiem zdecydowanie za szybko-najprawdopodobniej się spieszył i wjechał do rowu.Karetka została zawiadomiona dopiero 20 minut po wypadku i przez to też życie pacjenta się wachało.Gdy byliśmy w karetce pan Horan był po prostu w złym stanie i spał i gdyby nie gwałtowny spadek adrenaliny to pewnie pan Horan byłby jeszcze w śpiączce farmakologicznej a później miałby tylko złamaną lewą nogę i prawą rękę.
-D-dobrze.-kierowałam się ku wyjściu
-A sprawy papierkowe?
-Nie dziś...zdecydowanie nie dziś-wyszłam  z gabinetu lekarza a następnie ze szpitala,złapałam taksówkę i jechałam do domu.Cicho szlochając,cały czas sobie uświadamiają że nie będzie przy mnie już mojego anioła stróża że teraz będę musiała radzić sobie SAMA w tym wielkim badziewiu,że muszę teraz SAMA brnąć przez problemy,że muszę SAMA zajmować się Maggie, że muszę po prostu SAMA istnieć.Taksówka podjechała pod dom,grzecznie zapłaciłam dziękując i wyszłam.Otworzyłam drzwi wejściowe i wiedziałam. Wracasz na stare śmieci Groundling. Kurwa.Przeklinałam w duchu.Wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer Mamy (Niall'a)- teściowej .Byłej teściowej.Boże.
-Halo?-Odezwała się Barbara-mama Nialla
-Mamo,musisz tu przyjechać!!!-krzyknęłam do telefonu
-Dlaczego?
-Błagam przyjedź razem z Bobym (ojcem Niall'a)
-Dlaczego?
-Błagam Cię przyjedź
-Będziemy za 15 minut.-zakończyła połączenie
Jego matka jest inna,zdecydowanie różni się od mojej.Moja nigdy bez konkretnego powodu nie przyjeżdżała by do mnie.15 minut- kwadrans, 900 sekund.Krótki czas.Trwał dla mnie wieczność gdy usłyszałam aż podskoczyłam w miejscu.Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam.Przytuliłam obydwoje na powitanie i zaprosiłam do salonu.W kuchni wstawiłam wodę na herbatę i przyszłam do salonu.Panowała cisza,jednak Bobby postanowił ją przerwać
-Z jakiego powodu musieliśmy tu przyjeżdżać?
-N-niall nie żyje
*30 minut później*
(Ten element pisałam godzinę!)
*2 godziny później*
 Maura naprawdę jest kochającą matką!Cały czas płakała (jak i ja ) gdy tłumaczyłam jej co się stało i że czuję się w jakimś stopniu winna ona tylko przytulała mnie i powiedziała że los nie wybiera. Ustaliłyśmy parę rzeczy dokładniej: -Nie będę tu mieszkać a sprzedamy ten dom a pieniądze ze sprzedrzy będą dane mi,nie chciałam się na to zgodzić ale mama Niall'a powiedziała że to mają być moje pieniądze.
-Na szczęście nie będę musiała załatwiać spraw pogrzebowych i pogrzebowych. Czyli te najważniejsze.Maura cały czas miała na twarzy nowe potoki łez.
-Jest mama naprawdę kochana że tak się troszczy o Niall'a!
-W końcu to mój syn
 -Mamo może zrobię jeszcze herbaty?
-Ja chętnie
-A ty tato?
-Ja również ale...
-Bez mleka tak wiem-uśmiechnęłam się.Wstawiłam wodę,nałożyłam 3 duże porcje ciasta na talerzyki,zaparzyłam herbatę i zaniosłam do salonu.Tam czekała Maura z zniecierpliwioną i zmartwioną twarzą. -Summy,ale chyba będziemy się widywać po pogrzebie?- Ale mnie już wtedy nie będzie na ziemi. 
- Oczywiście!
-Maggie to dla mnie jak prawdziwa wnuczka!...Summy?
-Słucham?
 -A co się stało z ojcem Maggie?
-On...po prostu...nie mam pojęcia co robi...Nie interesuję sie małą...Tylko jego matka Anne bawi się z nią a genialny pan Styles nie wiadomo co robi!!!
-Uniosłam się
-Ten Styles?Harry Styles?Słynny projektant wnętrz?!?!Wiesz ile on ma pieniędzy?Ile zarabia?Jaku na dom?Za samo promowanie marek ma około 10-15 tysięcy miesięcznie!-Ja mu kurwa pokarze.Niech sie boi!Zrobiłeś dziecko?To się nim opiekuj!Oooo nie,łaski bez.
-Muszę coś z tym zrobić!-warknęłam sama do siebie
-Wiesz my byśmy się już zbierali,prawda Bob?
-Tak będziemy się zbierać!-nie długo po tym wyszli,a ja ?Jade do Harry'ego!Gdy już umrę to Harry będzie się opiekował Maggie.Tak będzie dobrze,musi być dobrze.Szybko ''wleciałam'' do garderoby a następnie wyszukałam cokolwiek byle nie pogniecionego.Znalazłam czarną dość przewiewną sukienkę,postanowiłam ją założyć.Idealna...od Niall'a.Znowu przy moim oku zakręciło się parę pojedyńczych łez.Nie teraz,teraz muszę wyglądać idealnie.Co do włoska!Przy jego dziwce muszę być PER-FEKKT!Dobra,spokój.
Muzyczkaa
Masz być super czaisz?Ma wiedzieć co stracił!Zaśmiałam się w duchu.Do sukienki dołożyłam czarne okulary przeciwsłoneczne,czarny pierścionek i bransoletkę,bandamkę,kolczyki.Wszystko czarne i biała torebka.Teraz tak będzie- żałoba. Założyłam na siebie wcześniej ubrany zestaw.Włosy spięłam w koka,pociągnęłam parę zwinnych ruchów eyelinerem,nałożyłam podkład,korektor,pomadkę i byłam zadowolona z całokształtu.Było...dobrze.Nie tak jak chciałam ale chyba dobrze?Chyba.Spojrzałam na czarne baleriny.Nogi.Za grube...Owłosione.Fuck!Zapomniałam.Cholera,poszperałam w szafce i po chwili otwierałam nowe małe pudełeczko z bardzo potrzebną w tym momencie zawartością,szybko nasunęłam na nogi rajtuzy i ponownie spojrzałam w dół.Buty.Niskie.Kurwa,szykuję się od 25 minut i cały czas mi coś nie pasuję.Spakowałam torebkę,do wolnej ręki wzięłam parę czarnych czółenek i wyruszyłam do wyjścia.Droga zleciała mi szybko zdecydowanie za szybko.Wolałabym aby czas się teraz dłużył.Niestety tak się nie stało.Wyszłam z auta kierując się ku domu moich rodzicieli bo rodzicami ich ciężko nazwać!Weszłam do domu i zastałam na środku holu płaczącą Maggie.
-Maggie co jest?
-Jesc !-Pomasowała brzuszek
-Gdzie babcia i dziadzia ?
-Poszli sobie
-Dawno?
-Baldzo dawno!
-Pojedziemy teraz do ... wujka Harry'ego!
-Do wujka Hallego?
-No mała jedziemy!-wzięłam ją na rączki i zaniosłam do samochodu.Szybko zapięłam ją w foteliku i ruszyliśmy.-stanęłam pod willą Styles'a.Dyskretnie zmieniłam baletki na wysokie czółenka,wzięłam Maggie na ręce i ruszyłam ku wejściu.Zadzwoniłam dzwonkiem.Usłyszałam z zza drzwi damskie ''Proszę'' i otworzyłam drzwi.Ujrzałam w nich średniej wysokości drobną kobietkę.Kto to?
-Tak?-spytała z szerokim uśmiechem
-Jest może Harry?
-HARRY!!!-ryknęła na pół wielkiego domu.Po chwili zjawił się ''nasz kochany Styles''
-Wy się jeszcze nie znacie...-powiedział najprawdopodobniej sam do siebie Harry.
-Gemma Styles- wyciągnęła do mnie przyjaźnię rękę ale ja słysząc nazwisko wyszczerzyłam oczy.
-Moja siostra-zaśmiał się Harry,widząc moją minę
-Summer miło mi-uścisnęłam jej dłoń
-Gem możesz nas na chwilę zostawić?
-Maggie?-wtrącilam
-O weź Maggie!-rzucił gdy chciała już odejść
-Będziesz miał długą spowiedź Haroldzie-zaśmiała się i wzięła na ręce Maggie.
-Co tu robisz?-zapytał łagodnie.Dobra nie długo nie będzie aż tak łagodnie.
-Chciałabym...-głośno przełknęłam ślinę-Oddać tobie Maggie..inaczej trafi do domu dziecka.
-CO?!?-krzyknął na mnie
-Przyszłam do ciebie żeby Cię spytać czy weźmiesz Maggie bo inaczje trafi do domu dziecka.-Powtórzyłam udając bardzo pewną siebie.Przywarł mnie do ściany tak że jedna jego ręka była po jednej stronie mojej głowy a druga po drugiej.Odlatywał nogami i trzymał się tylko na rękach.
-Dla-czego?
-Nie będę w stanie się nią opiekować-mówiła już pewna siebie
-Co masz na myśli?
-Sprawy osobiste,to cię nie dotyczy-powiedziałam prawie go ignorując
-To dotyczy mojego dziecka dotyczy też mnie
-Na parę dni nie będzie mnie na ziemi
-A co polecisz na Marsa?-zaśmiał się,moje palce ułożyłam w literkę ''L'' udając broń która strzela w środek mojej głowy.
-Nie!-Zrobił się poważniejszy
-Tak!
-Summer.Pomogę ci.-powiedział spokojnie
-Nie potrzebuje twojej pomocy-odpowiedział udając całkiem niedostępną i sprawdzając wygląd paznokci
-Summer- położył ręce na moich puliczkach zmuszając abym na niego popatrzała
-Nie możesz zostawić Maggie,rozumiesz ona Cię potrzebuje-spojrzał mi głęboko w oczy
-Tylko ona-wyszeptałam i prawie z mojego oka wyleciała łza ale zatrzymałam ją trzepotaniem rzęs.Moje buty wydawały się najbardziej interesującą rzeczą w tym momencie
-Ja też.-wyszeptał Harry,spojrzałam na jego głęboko zielone oczy w których pojawiła się iskierka.Iskierka szczęścia.Nie to nie to.Istkierka...nadziei to była iskierka nadziei.
*Harry*
Boże czy ty zsyłasz mi te chore szanse?Ale tak mam te chore jebane szanse


___________
Rozdziały będą zdecydowanie dłuższe i będą się pojawiać w KAŻDĄ SOBOTĘ!
Nie mówię że nie będę dawała więcej rozdziałów gdy np. ktoś skometuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz